This is default featured slide 1 title

This is default featured slide 2 title

This is default featured slide 3 title

This is default featured slide 4 title

This is default featured slide 5 title

Stawić się

Tego samego dnia po południu służący nazwiskiem Stivey został wezwany przez Vicarsa. Stawił się w pokoju, w którym Vicars i Mahoney badali złoty łańcuch od Orderu Świętego Patryka. Dwaj mężczyźni wręczyli Stiveyowi klucz od sejfu i polecili, aby zaniósł łańcuch do skarbca, gdzie przechowywano pozostałe kosztowności. Służący odszedł, aby spełnić polecenie. Ale już za chwilę przybiegł z powrotem z alarmującą wiadomością: sejf z klejnotami nie był zamknięty! Bez zwłoki sir Arthur Vicars udał się do wieży, aby sprawdzić tę informację. Po przybyciu na miejsce z przerażeniem zobaczył, co się stało, i wykrzyknął: – Mój Boże, zginęły klejnoty królewskie! Policja prowadząca śledztwo stwierdziła później, że sprawca kradzieży musiał spędzić co najmniej dziesięć minut w skarbcu. Tyle bowiem czasu potrzebował, aby odkręcić klejnoty z kaset, do których były przymocowane, i ich nie uszkodzić. Bez wątpienia człowiek ten musiał być dobrze znany służbie zamkowej i jego obecność nie budziła podejrzeń, wręcz nie zwrócono na niego uwagi. Po miesiącu śledztwa Scotland Yard wytypował głównego podejrzanego i przygotował raport, w którym podał jego nazwisko. Z niezrozumiałych i nieznanych przyczyn tekst raportu został zatajony. Na jesieni tego samego roku Edward VII zażądał, aby wszyscy czterej ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo klejnotów, podali się do dymisji. Usłyszawszy to,

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Tajemnicza kradzież

W lipcu 1907 roku zginęły w tajemniczy sposób irlandzkie klejnoty królewskie, Gwiazda i Order Świętego Patryka wraz z łańcuchem. Podejrzenie padło przede wszystkim na osoby, które były odpowiedzialne za bezpieczeństwo skarbca. Tragicznie potoczyły się późniejsze losy tych ludzi – prześwietne kariery zostały złamane, klejnotów natomiast nigdy nie odzyskano i nigdy nie natrafiono na ich ślad.
Klejnoty królewskie – szmaragdy, rubiny i diamenty ofiarowane narodowi irlandzkiemu w XIX wieku przez Wilhelma IV, przechowywano w sejfie skarbca. Skarbiec ten mieścił się w wieży zamku Bedford w Dublinie. Odpowiedzialny za bezpieczeństwo drogocennych skarbów był sir Arthur Vicars, wysokiej rangi oficer z Ulsteru. Miał przydzielonych do pomocy trzech ludzi: bratanka Pierce’a Mahoneya oraz Francisa Shackletona i Francisa Bennet-Goldneya. 28 czerwca 1907 roku Vicars zameldował swym zwierzchnikom, że będący w jego posiadaniu klucz od głównych drzwi wieży zaginął w sposób zagadkowy. Zaledwie w pięć dni później służąca, pani Farrell, zawiadomiła Vicarsa, że po przybyciu do pracy zastała otwarte główne drzwi do wieży. 6 lipca rano zauważyła rzecz jeszcze bardziej szokującą: drzwi do skarbca, w którym przechowywano klejnoty, stały otworem, najwyraźniej nie były w nocy zamknięte.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Odrzucić przypuszczenia

Ponieważ para królewska nigdy nie miała dzieci i, co więcej, szczerze się nie znosiła, nie można kategorycznie odrzucić przypuszczenia, że Richelieu przekonał królową, aby poczęła potomka z jakimś przystojnym młodym szlachcicem, który w tym wypadku zastąpił króla. W Paryżu w owych czasach żyło wielu nieślubnych synów Henryka Navarre – czyli przyrodnich braci Ludwika XIII, a zarazem nietrudno było znaleźć kogoś z krwią Burbonów. Richelieu mógł więc z łatwością znaleźć młodego człowieka z rodu Burbonów, chętnego do oddania przysługi, i przekonać królową, że jest to jedyne wyjście z sytuacji. Kiedy młody Ludwik był jeszcze chłopcem, silnym i pełnym werwy, na dworze mówiono, że zupełnie nie przypomina ojca. Jeżeli przypuszczenia są prawdziwe, łatwo można sobie wyobrazić, że prawdziwego ojca najwygodniej było się pozbyć, najlepiej wysłać do francuskiej kolonii, do Kanady. Być może w końcu wrócił do Francji, sądząc, że o całej sprawie zapomniano, lub mając nadzieję na stałą pensję czy inne względy ze strony syna, wówczas już potężnego Króla Słońce.
Wysuwa się przypuszczenie, że podobieństwo syna było ogromne, a zatem pojawienie się na dworze jego prawdziwego ojca mogło przysporzyć wielu kłopotów, a nawet zagrozić tronowi. Proste rozwiązanie, skryte morderstwo, nie wchodziło w rachubę. Ludwik nie był wprawdzie człowiekiem zbyt twardych zasad moralnych, ale nawet on wahałby się przed zabiciem własnego ojca. Jedynym wyjściem było skazanie go na całkowite zapomnienie na życie w pełnej izolacji od świata i ludzi (choć wygodne).

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
error: Content is protected !!