This is default featured slide 1 title

This is default featured slide 2 title

This is default featured slide 3 title

This is default featured slide 4 title

This is default featured slide 5 title

Tajemnicza kradzież

W lipcu 1907 roku zginęły w tajemniczy sposób irlandzkie klejnoty królewskie, Gwiazda i Order Świętego Patryka wraz z łańcuchem. Podejrzenie padło przede wszystkim na osoby, które były odpowiedzialne za bezpieczeństwo skarbca. Tragicznie potoczyły się późniejsze losy tych ludzi – prześwietne kariery zostały złamane, klejnotów natomiast nigdy nie odzyskano i nigdy nie natrafiono na ich ślad.
Klejnoty królewskie – szmaragdy, rubiny i diamenty ofiarowane narodowi irlandzkiemu w XIX wieku przez Wilhelma IV, przechowywano w sejfie skarbca. Skarbiec ten mieścił się w wieży zamku Bedford w Dublinie. Odpowiedzialny za bezpieczeństwo drogocennych skarbów był sir Arthur Vicars, wysokiej rangi oficer z Ulsteru. Miał przydzielonych do pomocy trzech ludzi: bratanka Pierce’a Mahoneya oraz Francisa Shackletona i Francisa Bennet-Goldneya. 28 czerwca 1907 roku Vicars zameldował swym zwierzchnikom, że będący w jego posiadaniu klucz od głównych drzwi wieży zaginął w sposób zagadkowy. Zaledwie w pięć dni później służąca, pani Farrell, zawiadomiła Vicarsa, że po przybyciu do pracy zastała otwarte główne drzwi do wieży. 6 lipca rano zauważyła rzecz jeszcze bardziej szokującą: drzwi do skarbca, w którym przechowywano klejnoty, stały otworem, najwyraźniej nie były w nocy zamknięte.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Odrzucić przypuszczenia

Ponieważ para królewska nigdy nie miała dzieci i, co więcej, szczerze się nie znosiła, nie można kategorycznie odrzucić przypuszczenia, że Richelieu przekonał królową, aby poczęła potomka z jakimś przystojnym młodym szlachcicem, który w tym wypadku zastąpił króla. W Paryżu w owych czasach żyło wielu nieślubnych synów Henryka Navarre – czyli przyrodnich braci Ludwika XIII, a zarazem nietrudno było znaleźć kogoś z krwią Burbonów. Richelieu mógł więc z łatwością znaleźć młodego człowieka z rodu Burbonów, chętnego do oddania przysługi, i przekonać królową, że jest to jedyne wyjście z sytuacji. Kiedy młody Ludwik był jeszcze chłopcem, silnym i pełnym werwy, na dworze mówiono, że zupełnie nie przypomina ojca. Jeżeli przypuszczenia są prawdziwe, łatwo można sobie wyobrazić, że prawdziwego ojca najwygodniej było się pozbyć, najlepiej wysłać do francuskiej kolonii, do Kanady. Być może w końcu wrócił do Francji, sądząc, że o całej sprawie zapomniano, lub mając nadzieję na stałą pensję czy inne względy ze strony syna, wówczas już potężnego Króla Słońce.
Wysuwa się przypuszczenie, że podobieństwo syna było ogromne, a zatem pojawienie się na dworze jego prawdziwego ojca mogło przysporzyć wielu kłopotów, a nawet zagrozić tronowi. Proste rozwiązanie, skryte morderstwo, nie wchodziło w rachubę. Ludwik nie był wprawdzie człowiekiem zbyt twardych zasad moralnych, ale nawet on wahałby się przed zabiciem własnego ojca. Jedynym wyjściem było skazanie go na całkowite zapomnienie na życie w pełnej izolacji od świata i ludzi (choć wygodne).

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

Więzień

Kiedy Saint-Marsa przenoszono do innego więzienia, zagadkowy więzień szedł wraz z nim. Przewożono go w lektyce zaklejonej woskowym papierem chroniącym przed ciekawskimi oczami ludzi. Mówi się, że raz omal nie umarł z powodu upału i duchoty. W 1698 roku Saint-Mars przejął zarząd Bastylii. Nawet wówczas, choć minęło już trzydzieści lat od dnia aresztowania, polecono mu przedsięwziąć wszelkie środki ostrożności, które zapobiegną rozpoznaniu więźnia. Wszystko wskazuje na to, że owa maska nie była karą, lecz po prostu jednym ze środków ostrożności. I chociaż nikt w owym czasie nie był uznany za zaginionego i nikogo nie poszukiwano, pozostaje pytanie, w jakim celu przedsięwzięto takie środki. Być może kluczem do tej zagadki był wygląd więźnia uderzająco podobny do kogoś bardzo ważnego i być może owo podobieństwo mogło być bardzo kłopotliwe i niewygodne dla osób żyjących. Lord Quickswood, dygnitarz i uczony, wysunął pewną tezę odnośnie do tej zagadki. Mianowicie twierdził, że niezwykłym więźniem był prawdziwy ojciec Ludwika XIV. Przez dwadzieścia dwa lata swego małżeństwa Ludwik XIII i Anna Austriaczka nie mieli dzieci. Były to czasy, w których faktyczne rządy we Francji sprawował kardynał Richelieu. W jego interesie leżało, aby król miał następcę, który również pozostawałby pod wpływem frakcji kardynała. Przez czternaście lat król i królowa mieszkali osobno i prowadzili niezależne od siebie życie. Ale kardynałowi Richelieu udało się zainscenizować uroczyste pogodzenie małżonków. I ku wielkiemu zdziwieniu całej Francji w 1638 roku Anna urodziła syna.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
error: Content is protected !!